sobota, 25 lipca 2009

Piramida Vincenta



















Wreszcie w Alpach! Tym razem włoskich i pod jedną z najpiękniejszych gór - Liskamm'em. Od zawsze chciałem ją dotknąć

W drodze do Włoch zatrzymujemy się na jeden dzień w Chamounix oglądnąć masyw Mount Blanc i powspinać rekreacyjnie w skale. Potem tunelem szybko wpadamy do doliny Aosty, która zachwyca. Lądujemy w małym miasteczku Gressoney-Saint-Jean. Jest cicho i spokojnie. Przy pierwszym wypogodzeniu idziemy w górę do schroniska Gnifetti. Droga jest długa i męcząca ale nagroda w postaci festiwalu chmur rekompensuje wszystko. Wczesnym rankiem, bez wysiłku zdobywamy Piramidę Vincenta (4215m n.p.m.). Obok, na wyciągnięcie ręki, Liskamm śmieje się bezczelnie. Tym razem jeszcze nie pora, ale już niedługo. Pogoda ma się załamać, zatem uciekamy nad Morze Liguryjskie. Upał i nadmiar ludzi szybko nas męczy. Znowu uciekamy. Tym razem w Dolomity, zahaczając po drodze o Genuę. W Dolomitach - magicznych górach - pogoda też nie rozpieszcza. Jednomyślna decyzja - wracamy do domu.
Po raz pierwszy wracam z Alp nienasycony górami.

2 komentarze:

  1. kurde strasznie dużo zdjęć znikło z tojego portala no nie fajnie i wolałem zdjecia w normalnej formie bo przy moim internetorze to długo sie filmy ładują

    pozdrawiam
    mokry

    OdpowiedzUsuń
  2. znikło bo przenoszę powoli starą stronę tutaj. potrzebuję jeszcze trochę czasu ;-)

    OdpowiedzUsuń